W tygodniu sobie radzę, w końcu od 10 lat jestem sama wiec codzienne obowiązki i opieka nad dziećmi zajmują mi czas właściwie bez reszty. Ale w weekendy mąż zwykle był. I to było święto, a teraz...:-(
Sama, ciągle sama, pomimo obecności dzieci...
Najgorzej jest w sobotę popołudniu. Dom wysprzątany, wszystko ok a ja sama...Jest książka, koraliki ale nie ma męża!!!
15 marca 2014
4 lutego 2014
Przemijanie...
Byłam ostatnio na pogrzebie ojca moich znajomych. Smutna uroczystość, tym bardziej, że mężczyzna miał dopiero 66 lat. Czuł się całkiem dobrze, nic mu nie dolegało i nagle dwa dni i... :-(
Uczestniczyłam w mszy ale jednocześnie myślałam ile nam jeszcze czasu zostało...ciągle osobno ciągle sami, ale obiecujemy sobie, że już niedługo a na starość to już na pewno. Tylko czy my tej starości razem doczekamy. Czy będzie nam dane?
Uczestniczyłam w mszy ale jednocześnie myślałam ile nam jeszcze czasu zostało...ciągle osobno ciągle sami, ale obiecujemy sobie, że już niedługo a na starość to już na pewno. Tylko czy my tej starości razem doczekamy. Czy będzie nam dane?
15 stycznia 2014
Marzenie o SPA :-)
Zmęczenie i ponura zima daje znać o sobie. Humor kiepski więc i myślenie mało pozytywne. Do tego codzienne obowiązki i chroniczny brak kasy...Marzy mi się wyjechać, może nawet nie koniecznie do SPA ale tak samej na 3-4 dni.
W pierwszy dzień wyspałabym się do oporu! Na wieczór zjadłabym kolację...ale nie na co mają ochotę dzieci ale ja i zabrałabym się za czytanie. Mogłabym czytać do woli i nikt by mi nie przerywał w najfajniejszym momencie, bo akurat chce jeść, pić, siku itd :-D
Mogłabym sobie też pooglądać filmy i zaległe odcinki seriali, których normalnie nie mam czasu i możliwości. O 2.00 w nocy można już się położyć spać. A rano śniadanko, basen, spacer, zakupy...ahhhh. Jeszcze jedną noc dobrze się wyspać i można wracać do codzienności z nową siłą i energią ;-)
W pierwszy dzień wyspałabym się do oporu! Na wieczór zjadłabym kolację...ale nie na co mają ochotę dzieci ale ja i zabrałabym się za czytanie. Mogłabym czytać do woli i nikt by mi nie przerywał w najfajniejszym momencie, bo akurat chce jeść, pić, siku itd :-D
Mogłabym sobie też pooglądać filmy i zaległe odcinki seriali, których normalnie nie mam czasu i możliwości. O 2.00 w nocy można już się położyć spać. A rano śniadanko, basen, spacer, zakupy...ahhhh. Jeszcze jedną noc dobrze się wyspać i można wracać do codzienności z nową siłą i energią ;-)
8 grudnia 2013
Ehhhh...czyli samotność i odpowiedzialność
Dzieci znowu chore, już od 2 miesięcy właściwie wychodzę tylko na szybkie zakupy bo młodsze dzieci chorują. Od wczoraj znowu katar i kaszel. Mąż przyjechał, postawił bańki ale znowu dziś w nocy wyjeżdża a ja zostaję sama z odpowiedzialnością za dom, dzieci, codzienne obowiązki.
Mam doła, akumulatory mi siadły. Wiem, wiem są dużo gorsze problemy...tylko, że jak człowiek tak się zamknie to już nic innego nie widzi. Jeszcze gdybym miała koleżankę, taką psiapsiółę od serca co to można wszystko powiedzieć, ponarzekać...dobrze, że są przyjazne Dusze w necie, którym można się wywnętrzyć i powiedzieć więcej niż wie rodzina. Poradzą, pomogą, wesprą dobrym słowem i przynajmniej człowiek nie czuje się taki sam. Dziękuję, że jesteście
Mam doła, akumulatory mi siadły. Wiem, wiem są dużo gorsze problemy...tylko, że jak człowiek tak się zamknie to już nic innego nie widzi. Jeszcze gdybym miała koleżankę, taką psiapsiółę od serca co to można wszystko powiedzieć, ponarzekać...dobrze, że są przyjazne Dusze w necie, którym można się wywnętrzyć i powiedzieć więcej niż wie rodzina. Poradzą, pomogą, wesprą dobrym słowem i przynajmniej człowiek nie czuje się taki sam. Dziękuję, że jesteście
21 września 2013
Telefon
Siadłam przed komputerem, odpaliłam telefon voip i razem z M
otworzyliśmy piwo. Pogadaliśmy tak od serca a teraz on świętuje z
kolegami imieniny a ja...cóż pewno pogadam z nim jutro...znowu przez
telefon ehhh... :-(
Tak myślę ile to minut, godzin, dni przegadaliśmy w swoim życiu przez telefon...chyba więcej niż w realu :-o
Najpierw przez stacjonarny on w domu rodzinnym, ja tu. Aby się połączyć to już był sukces! To w czasach narzeczeńskich. Potem chwilę razem i znowu wyjazdy. Kupiliśmy alcatela, na dzisiejsze czasy straszna cegła :-D ale my cieszyliśmy się, że mamy ze sobą kontakt. Potem mąż nabył simensa uuuu to już był full wypas a ja kupiłam sobie kultową nokię 3310 , no teraz to już byliśmy cywilizowani ludzie ;-).
Potem było jeszcze kilka innych telefonów, ale teraz to już żaden szpan więc chwalić się nie będę
Tak myślę ile to minut, godzin, dni przegadaliśmy w swoim życiu przez telefon...chyba więcej niż w realu :-o
Najpierw przez stacjonarny on w domu rodzinnym, ja tu. Aby się połączyć to już był sukces! To w czasach narzeczeńskich. Potem chwilę razem i znowu wyjazdy. Kupiliśmy alcatela, na dzisiejsze czasy straszna cegła :-D ale my cieszyliśmy się, że mamy ze sobą kontakt. Potem mąż nabył simensa uuuu to już był full wypas a ja kupiłam sobie kultową nokię 3310 , no teraz to już byliśmy cywilizowani ludzie ;-).
Potem było jeszcze kilka innych telefonów, ale teraz to już żaden szpan więc chwalić się nie będę
17 września 2013
Schizofrenia - choroba słomianych wdów
Był i pojechał. Właściwie jakby go nie było. Wczoraj umyłam szklankę, z której pił kawę, dziś wyprałam skarpetki i podkoszulki, w których chodził w Polsce i już go nie ma. Znowu 3 miesiące czekania.
Tęsknię i czekam, źle mi, że go nie ma ale w czasie jak był były chwile kiedy myślałam - niech już jedzie zrobię sobie po swojemu, tak jak zwykle...Albo gdy mówił do dzieci, że teraz to on ich wychowa myślałam - kiedy! przez ten jeden tydzień?
To rodzaj schizofrenii charakterystycznej dla większości słomianych wdów, nauczyłyśmy radzić sobie na co dzień same i drażni nas jak ktoś się w to wtrąca...co najmniej jak upierdliwa teściowa ;-)
I znowu wróciła codzienność, czyli to, że jestem sama z dziećmi, obowiązkami, domem, załatwieniami. To jest moja codzienność choć powinno być...:-(
Tęsknię i czekam, źle mi, że go nie ma ale w czasie jak był były chwile kiedy myślałam - niech już jedzie zrobię sobie po swojemu, tak jak zwykle...Albo gdy mówił do dzieci, że teraz to on ich wychowa myślałam - kiedy! przez ten jeden tydzień?
To rodzaj schizofrenii charakterystycznej dla większości słomianych wdów, nauczyłyśmy radzić sobie na co dzień same i drażni nas jak ktoś się w to wtrąca...co najmniej jak upierdliwa teściowa ;-)
I znowu wróciła codzienność, czyli to, że jestem sama z dziećmi, obowiązkami, domem, załatwieniami. To jest moja codzienność choć powinno być...:-(
Subskrybuj:
Posty (Atom)



